Ze Szwecji, Norwegii, Niemiec, Estonii, Łotwy i Turcji. Ponad stu rekonstruktorów przyjechało w sobotę 7 lutego do Wschowy, żeby odtworzyć bitwę sprzed 320 lat. Na Placu Kosynierów rozegrała się inscenizacja jednej z kluczowych batalii wielkiej wojny północnej.
– Chcieliśmy, żeby mieszkańcy mogli dosłownie przenieść się w czasie do roku 1706 – tłumaczy Przemysław Wojciech, dyrektor Muzeum Ziemi Wschowskiej, które zorganizowało całe wydarzenie. Patronat honorowy objął Marszałek Województwa Lubuskiego Sebastian Ciemnoczołowski.
Bitwa pod Wschową nie rozegrała się w jednym miejscu. Muzeum postanowiło to pokazać dosłownie - rozciągając rekonstrukcję na tereny trzech gmin.
Wszystko zaczęło się w Sławie. Rekonstruktorzy wyruszyli spod dawnego dworca kolejowego na Stary Rynek. Tam witał ich burmistrz Cezary Sadrakuła, który podkreślił międzynarodowy wymiar przedsięwzięzia.
Potem orszak przeszedł na teren pałacowy. Dyrektor Wojciech przedstawił rys historyczny bitwy, przybliżając jej tło, przebieg i znaczenie.
Zaprezentowano oddziały biorące udział w rekonstrukcji. Był pokaz musztry wojskowej i uroczysta salwa honorowa. Mieszkańcy mogli z bliska obejrzeć umundurowanie, uzbrojenie i sprzęt wojskowy z początku XVIII wieku.
Dlaczego akurat Sława? Bo to właśnie w jej okolicach, 11 lutego 1706 roku, armia sasko-rosyjska rozbiła swój obóz przed decydującym starciem.
Następnym przystankiem było Wijewo. Również tam odbyła się prezentacja wojsk, musztra i salwa honorowa - tym razem pod pałacem w Wijewie.
To nawiązanie do konkretnego epizodu. 11 lutego 1706 roku, pomiędzy Wijewem a Brennem, doszło do potyczki saskiego patrolu rozpoznawczego z oddziałem polskiej kawalerii z pułku Wołochów. Swoiste preludium przed główną bitwą.
Główna część wydarzeń rozegrała się we Wschowie. Pod ratuszem zgromadzone wojska i licznie przybyłych mieszkańców witał burmistrz Konrad Antkowiak. Oddano salwę honorową, po czym nastąpił przemarsz ulicami miasta na pole bitwy.
Ze względów logistycznych bitwę inscenizowano na Placu Kosynierów. Po jednej stronie stanęły trzy plutony szwedzkie - dwa muszkieterskie i jeden pikinierski. Naprzeciwko uformowały się oddziały sasko-rosyjskie: pluton saski obsadzony przez grupę niemiecką, pluton rosyjski, pluton saski z Garnizonu Gdańsk oraz artyleria.
Obydwa wojska stały przy ogniskach. Karabiny ustawione w kozły, muzycy grali wojskowe melodie. W sztabach widać było nerwowe dyskusje, oficerowie pokazywali rękami w stronę przeciwnika.
Nagle saski zwiadowca wybiegł do przodu, przyłożył dłoń do oczu i pobiegł z powrotem do obozu. Krzyk: Szwedzi, Szwedzi! Oficerowie zaczęli gonić żołnierzy do formowania szeregów.
Szwedzi ruszyli w ciszy. Potem padł okrzyk: Z pomocą Bożą! Przy akompaniamencie werbli i fletów linia szwedzka ruszyła na pozycje sasko-rosyjskie z przystankami na strzelanie. Saska artyleria otworzyła ogień.
Pierwszy etap. Sasi wyszli do przodu i zaatakowali jeden ze szwedzkich plutonów. Szwedzi zaczęli się cofać, ale oficerowie szybko przywrócili porządek w linii. Sasi wrócili na główne pozycje.
Drugi etap. Szyki saskie zaczęły się chwiać. Dwóch żołnierzy próbowało uciekać - powstrzymali ich podoficerowie. Padły trzy wspólne salwy z obu stron. Potem Szwedzi ruszyli do ataku białą bronią. Rosjanie nie wytrzymali szarży pikinierów i rzucili się do ucieczki.
Trzeci etap. Szwedzi się wycofali, przeformowali linię i ponownie ruszyli na Sasów, okrążając ich. Gdy już prawie wygrali, na pomoc sojusznikom wrócili Rosjanie. Ale Szwedzi przegnali ich ponownie, dając Sasom jedynie czas na wycofanie.
Czwarty etap - finał. Sasi i resztki Rosjan uformowali czworobok z oficerami i muzykami w środku. Szwedzi otoczyli aliantów. Po kilku salwach do ataku ruszyli pikinierzy. Rozbili formację. Generał Schulenburg - ranny - został wyprowadzony z pola bitwy przez sztab. Okrzyki zwycięstwa.
Po inscenizacji wszyscy rekonstruktorzy - także „zabici" i „ranni" - wrócili do swoich oddziałów. Ustawili się w jednej linii. Nastąpiła prezentacja i defilada plutonów.
Żeby zrozumieć, dlaczego ta bitwa miała znaczenie dla całej Europy, trzeba cofnąć się do końca XVII wieku. Szwecja dominowała wtedy w basenie Morza Bałtyckiego. Ościenne państwa chciały to zmienić.
W 1699 roku powstała Liga Północna. Inicjatorem był elektor saski i król Polski August II Mocny, który zawarł sojusze z królem Danii Fryderykiem IV i carem Rosji Piotrem I. Celem było odzyskanie terytoriów utraconych na rzecz Szwecji.
Na tronie szwedzkim siedział 18-letni Karol XII. Szybko pokonał Danię, potem rozbił wojska rosyjskie pod Narwą, a następnie pobił Sasów pod Rygą i zajął Kurlandię. Wojna, nazwana później Trzecią Wojną Północną, trwała 21 lat.
W Polsce sytuacja się skomplikowała. Część szlachty zdetronizowała Augusta II i w 1704 roku powołała na tron Stanisława Leszczyńskiego. Szwedzi zajęli Poznań i Toruń, a po nierozstrzygniętej bitwie pod Poniecem opanowali całą Wielkopolskę.
W styczniu 1706 roku z Saksonii ruszyła blisko dwudziestotysięczna armia generała Schulenburga. Cel - zlikwidować szwedzki korpus w Wielkopolsce. Wojska przeszły przez Śląsk, 8 lutego dotarły nad Odrę, 11 lutego stanęły pod Sławą.
Generał Rehnskiöld dowodzący Szwedami ruszył z Poznania 4 lutego. Dotarł do Wschowy 9 lutego. 11 lutego założył obóz w nadgranicznej wsi Wygnańczyce. Prowadził rozpoznanie osobiście. Uznał, że pozycje Sasów są zbyt mocne na frontalny atak. Zastosował podstęp - pozorowany odwrót w stronę Wschowy.
Generał Schulenburg dał się nabrać. 12 lutego rano, przekonany o odejściu Szwedów, wydał rozkaz zajęcia Wschowy.
Rano, po nabożeństwie, armia szwedzka ruszyła w trzech kolumnach na zachód. Około 13 tysięcy żołnierzy. Główny trzon stanowiła jazda - kirasjerzy i dragoni. Piechotę tworzyli muszkieterowie i pikinierzy w jednostkach mieszanych. Oddziały uzupełniały chorągwie wielkopolskiego pospolitego ruszenia pod dowództwem podstolego wschowskiego Władysława Bronikowskiego. Blisko czterystu konnych.
Bitwa rozegrała się między Dębową Łęką a Osową Sienią. Szwedzi zaatakowali z okrzykiem: Z pomocą Bożą! Kawaleria uderzyła na saski korpus jazdy przy Osowej Sieni. W pierwszym starciu Szwedów odparto, ale saska konnica z niewyjaśnionych przyczyn uciekła z pola bitwy.
Centrum szwedzkie posuwało się naprzód. Sascy żołnierze czekali z muszkietami na ramionach w ciszy. Dopiero z odległości 80 kroków wystrzelili jednocześnie ze wszystkich luf. Część saskich żołnierzy na widok pikinierów i bagnetów rzuciła się do ucieczki.
Na lewym skrzydle saskim, gdzie stali Rosjanie, Szwedzi pod ogniem muszkietów dotarli do umocnień, oddali salwę z bliskiej odległości i gwałtownie zaatakowali wspierani przez kawalerię. Rosjanie w panice ustąpili. Lewe skrzydło przestało istnieć.
Schulenburg, widząc niebezpieczeństwo, rozkazał uformować czworobok osłonięty hiszpańskimi kozłami. Doborowym jednostkom saskim udało się wykonać ten manewr niemal w całości. Ale powstała luka w formacji. Fińska jazda walcząca po stronie szwedzkiej wykorzystała ją, otwierając drogę do kolejnego ataku.
Walki przeniosły się na teren Dębowej Łęki. Sasi chronili się za płotami i ostrzeliwali Szwedów. Ale napór nie ustawał. Ranny w biodro Schulenburg zarządził odwrót w kierunku Przyczyny Górnej. Kawaleria szwedzka ruszyła w pościg. Odwrót zamienił się w chaotyczną ucieczkę.
Armia saska poniosła straty - około 7400 zabitych, w większości Rosjan, i blisko 7500 jeńców. Utracono wszystkie armaty, broń i wozy. Straty szwedzkie były znacznie mniejsze.
Zwycięstwo otworzyło Szwedom drogę do Saksonii. Tego samego roku, 24 września, przedstawiciele Augusta II podpisali traktat pokojowy w Altranstädt. August zrzekł się korony polskiej, uznał panowanie Stanisława Leszczyńskiego i Katarzyny Opalińskiej, zerwał sojusz z Rosją i zgodził się wypuścić synów Jana III Sobieskiego.
O bitwie z 1706 roku w Muzeum Ziemi Wschowskiej przy pl. Farnym 3 przypomina stała ekspozycja. Można tam zobaczyć portret i epitafium Carla Ludwiga von der Osten-Sackena - jednej z ofiar starcia. Jest też prezentacja multimedialna, makieta i liczne mapy.
Organizację rekonstrukcji wsparli sponsorzy: Bank Spółdzielczy we Wschowie, Departament Promocji, Turystyki i Sportu Województwa Lubuskiego, Grupa Hajduk, Stena Recycling, Nadleśnictwo Sława Śląska i Nadleśnictwo Włoszakowice.
Komentarze 4